Perspektywa Memphisa
W 2015 roku do Manchesteru United dołączają Anthony Martial i Memphis Depay, a kibice po kilku tygodniach dostali powody do głębszej analizy, czyje nazwisko w pierwszej kolejności nanieść na plecy w klubowym sklepie. Resztę historii znacie - przynajmniej w przypadku tego pierwszego, o którym wreszcie Robin van Persie powiedział ostatnio z pełną odpowiedzialnością: „Wskoczył na poziom światowy”. Wcześniej Martial borykał się z następującymi kłopotami: była żona, kochanka w tle, przekupowanie ex-partnerki przez tabloidy na Wyspach, która ochoczo opowiadała o jego zdradach i zaniedbaniach, absolutny bałagan w życiu prywatnym. Wreszcie, nowy początek i życiowa forma.
Depay osiągnął najlepszą dyspozycję w karierze jeszcze szybciej, ale w środowisku, które w skali globalnej już nikogo specjalnie nie interesowało. Stanął na nogi w Lyonie, który powalił wszystkich na łopatki w Lidze Mistrzów. Póki jest na fali, warto zajrzeć do jego biografii, gdzie odsłania kulisy, dlaczego Old Trafford nie mogło być dłużej adresem zameldowania w jego życiu zawodowym. Oto ciekawa perspektywa faceta, który przecież od pewnego momentu irytował nieustannie. A to brakiem zaangażowania na treningach (co wynoszono z szatni), a to drogimi samochodami, którymi woził się w Carrington po beznadziejnych meczach. Kiedy wracał z krótkich wakacji z Miami, paparazzi cyknęli mu fotkę na lotnisku w Manchesterze i od razu opisali, że ma na sobie akcesoria za blisko 10 tysięcy funtów. Lans ponad ciężką pracę. Łatka nie do odklejenia, skoro taką pozostawił i wyjechał z kraju, gdzie wszyscy interesują się wyłącznie krajowymi rozgrywkami. Takiego go zapamiętano, choć w Anglii emitowali przynajmniej czasami jeszcze jego piękne gole we Francji. Oto stanowisko Holendra z jego biografii. Wiadomo, takie publikacje pomagają w oczyszczeniu reputacji, ale nie zawsze są naiwne i całkowicie naciągane. Czasem to zwykłe rozliczenie się z pewnymi wydarzeniami.
To nie był dobry moment
W ramach ewentualnego usprawiedliwienia dla piłkarza, warto powołać się na Ronalda Koemana, o którym głośno ze względu na podjęcie pracy w Barcelonie: „Memphis trafił do United zwyczajnie zbyt wcześnie. Nie był na to gotowy”.
Wybrałem kilka cytatów, które dziś mogłyby śmiało posłużyć młodym graczom podczas szkoleń organizowanych przez największe kluby świata. Przykładowo: Olivier Giroud prowadził wykłady dla adeptów akademii Chelsea, którym opowiadał o formie walki z internetowym hejtem. Wszak niektórzy dalej widzą w nim tylko drewniaka, który wygrał mistrzostwo świata z Francją, a jako napastnik nie zdobył przez cały turniej ani jednej bramki.
Mama Memphisa Depaya: „Od początku nie podobał mi się pomysł, żeby Memphis przeprowadził się do Manchesteru ze swoim przyjacielem, odcinając się na dzień dobry od kolegów z zespołu i funkcjonując tylko w zamkniętym gronie. Co prawda jego kumpel Gigi jest do rany przyłóż, ale to nie mogło nieść za sobą wielkich plusów”.
Gigi Vitale zna Memphisa od piątego roku życia. Razem kopali piłkę w juniorach klubu Moordrecht. Gigi był maskotką reszty dzieciaków, ale najbliżej trzymał się z Depayem. Ponoć lubił pajacować, nie obrażał się, kiedy porównywali go do klauna. Pierwszy zaczął kurzyć fajki, pierwszy polubił balety. Ale wciąż był bardzo lojalny. A, no i darował sobie karierę w futbolu, nie miał wystarczająco silnej woli. Dzisiaj prowadzi brand modowy pod własnym imieniem i nazwiskiem.
Panowie na początku zamieszkali w Manchesterze w hotelu, a następnie w domu Phila Neville’a. Wynajętym za 19 tysięcy funtów miesięcznie. Można domyślić się, kto brał na siebie rachunki, skoro Holender za wszelką cenę chciał ściągnąć kumpla do miasta. W kwestiach finansowych Memphis miał jasne stanowisko: „no harsh feelings”. Zrzucał na niego część swoich zobowiązań pozaboiskowych i w dodatku zatrudnił. A Gigi zaczął mieć zaniki motywacji. I w tym elemencie ich przyjaźni znowu był pierwszy...
Jak w sklepie z cukierkami
Gigi Vitale: „Czuliśmy się na Wyspach jak w sklepie z cukierkami” Vitale miał następującą manierę - był potwornym bałaganiarzem, rozrzucał wszystkie swoje przedmioty po domu. Depay wpadł pewnego razu w furię i wyznał, że nie zamierza płacić sprzątaczce co drugi dzień za ogarnianie śmietnika, za którym stoi niedbałość jego kumpla.
Dzień w dzień kopali piłkę w ogródku, a Memphis sprawiał wrażenie zagubionego i samotnego. Vitale był jedyną osobą, z którą pozostawał blisko w nowym otoczeniu. Jedyną, z którą funkcjonował też w dobrej komitywie. Próbował sobie poprawiać humor zakupami, gdzie zawsze śledzili go paparazzi. Wpadł w manię kolekcjonowania przeróżnych przedmiotów i oddalał się coraz bardziej od celu, które stawiał sobie w karierze. W kontrakcie z United miał nawet zawartą premię, którą miał zgarnąć za ewentualne zdobycie „Złotej Piłki”. Łatwo się domyślić, że interesowało go bardziej złoto na szyi w postaci okazałych kajdanów.
Siódemka na koszulce? Fajnie, bo czuł się poniekąd jako późny następca Ronaldo, ale media wyciągały mu numer trykotu co kilka tygodni.
Wtedy właśnie zainteresował się muzyką, która pozwalała resetować mu umysł. Całkowicie od zmartwień i od obowiązków zawodowych, co złym posunięciem nie jest. Wszak tak twierdzi, choćby Daniel Ricciardo z F1: „Jeden dzień w tygodniu zawsze powinieneś poświęcać na inne zainteresowania, kompletnie niezwiązane ze sportem, bo inaczej zwariujesz. To mój sposób na harmonię w życiu”.
Bywały momenty, kiedy Van Gaal jako menedżer klubu wyznawał na konferencjach prasowych, że ma ochotę wycałować Memphisa. Jak choćby po znakomitym meczu przeciwko Club Brugge w eliminacjach Ligi Mistrzów. Zmuszanie go do zwiększanie masy mięśniowej nie przyniosło następnie pozytywnych efektów - przybyło mu 5 kilo, ważył najwięcej w życiu i czuł, że traci dynamikę. Van Gaal powtarzał tylko, że to kwestia jego głowy i złego nastawienia.
Gigi Vitale: „Memphis nie mógł ustabilizować formy, ale udawał, że ma w nosie ocenę mediów. Był jednak głęboko zdołowany”
Po pierwszym golu w Premier League kierunek mógł być tylko jeden: nocny clubbing. Ponoć pierwszy i ostatni raz, bo akurat tak się złożyło, że następnego dnia nie było treningu. United przegrali jednak kilka dni później, więc nagle mediom udało się wykopać fotografie sprzed tygodnia. Chomikowane na negatywną okazję. Pod tezę, żeby dolać benzyny do rozpalonego ogniska w jego głowie.
Zamknięcie
Od tej pory wpadł w paranoję, że gazety zamierzają go bezlitośnie dojeżdżać. Kiedy pewnego dnia stracił panowanie poza samochodem i wypadł na przymarznięte pole pewnego rolnika - ogarnęła go panika, że gazety zrobią z tego story na jedynkę. Sprawę rozwiązywał za pomocą kierownika drużyny. Pieniędzmi uciszył też właściciela ziemi, żeby się nie wypaplał. Sprawie udało się ukręcić głowę.
Po porażce ze Stoke, kiedy miał udział przy golu dla rywala, podjechał nazajutrz do klubu po raz pierwszy samochodem pewnej znanej i ekskluzywnej marki: Rolls-Royce. Dziś wie, że popełnił bądź. Wtedy chciał pokazać, że jest twardzielem. Van Gaal zaproponował, żeby jego rodak rozpoczął pracę z psychologiem, ale Depay ma ogromne problemy z otwieraniem się przed ludźmi. Nie znajduje w sobie odwagi, by rozgrzebać problemy, z którymi zmaga się w swoich myślach. Trzykrotnie odrzuca ofertę pomocy swojego menedżera. Van Gaal od tego momentu nie zamierza z nim rozmawiać i przesuwa na ławkę rezerwowych.
Kilka miesięcy później Van Gaal zostaje zwolniony, a Memphis przeprowadza się do domu, które dla odmiany udostępnia mu Micah Richards, ex-zawodnik City. Mieszkanie ma maleńki pokój, w którym Depay chowa się całymi dniami. Gigi zaczyna czuć się pod jednym dachem może nie jak intruz, ale jakby... sam okupował cały dom. Memphis nie chce z nikim rozmawiać. Na początku przygody z klubem otrzymuje jeszcze przejawy pozytywnej energii, bo SMS-y pełne pokrzepienia śle do niego świeżo zatrudniony Jose Mourinho.
Depay: „Z boku miałem wszystko. Basen. Rolls-Royce’a. Szefa kuchni, który dla nas gotował. Wyborne, kosmiczne wprost zarobki. No, ale to wszystko z boku, bo nie radziłem sobie na tyle z presją, że chowałem się ciągle w najmniejszym z pomieszczeń, kiedy tylko wracałem po treningach”.
Treningi były w zasadzie jedyną nadzieją na kopanie piłki, bo z biegiem czasu spadał coraz niżej w klubowej hierarchii w oczach kolejnego już menedżera.
Gigi: „Pamiętam dzień, kiedy Memphis wrócił do domu po kolejnym meczu, w którym nie wszedł nawet na minutę. Nic nie mówił. Usiadł na krześle w kuchni i gapił się w ścianę”
Vitale uznał, że zostawi go w spokoju. Ale Memphis pierwszy się poderwał. Łapał w ręce co popadnie i rozbijał o ściany i o podłogę. Potem uciekł do swojego pokoju. Nie utrzymywał regularnego kontaktu ze swoją mamą, która była coraz bardziej zaniepokojona. Po pierwsze: ciszą, po drugie karierą, która zaczynała przygasać.
Nagle nastąpił epilog, czas minął, piasek z klepsydry osunął się na dno. W United nie czekało go już nic dobrego. Metodą kopiuj/wklej spędził na Wyspach niemal każdy dzień tak samo. Przez dwa lata.
Ucieczka ratunkiem
Depay: „Pogubiłem się w Manchesterze i ocknąłem zbyt późno. Obarczałem winą za moje niepowodzenia wszystkich wokół - najpierw myślałem, że Van Gaal to kutas. Potem, że Mourinho to wrzód na dupie. Nie było ludzi, których darzyłbym wystarczającym szacunkiem. W dodatku odwróciłem się od Boga, a jestem wierzącym człowiekiem. Zupełnie straciłem jakikolwiek cel w życiu, bo nie miałem pojęcia, jak wykaraskać się z tej sytuacji. Nigdy nie zbliżyłem się do wyżyn moich możliwości, ale wiecznie szukałem wymówek”.
Decyzja była następująca: ucieczka z miasta, w którym pozostawia po sobą spaloną ziemię. Depay do dziś nie ma najmniejszych pretensji o to, że nikt w Manchesterze United nie oponował, a wręcz z ochotą odprowadził go do drzwi. Które od zewnątrz nie miały klamki i nie pozostawiały możliwości powrotu. Nowe rozdanie dało mu szansę, by znowu otrzeć się o szczyty, które miał na horyzoncie przed pięcioma laty, choć sielanka została przerwana zerwanymi więzadłami zeszłego grudnia. Teraz, po odbudowie, pragnie ponownie udowodnić, że nadal „to” ma i może zatańczyć z Bayernem w drodze po finał Ligi Mistrzów. Mimo, że samo zadanie mogłoby się wydawać pierwotnie absolutnie niewykonalne, ale facet odnalazł w życiu to, co jego zdaniem najważniejsze - wiarę, która ciągnie go do realizacji marzeń ze zdwojoną siłą.
Filip Kapica